Oceń ten artykuł
(1 Głos)
piątek, 25 październik 2019 06:56

2000km Harleyem przez USA i dwa tytuły wicemistrzyni Polski w dwa tygodnie? 333emu nie... zawsze lubiłam wyzwania!

Ale zacznijmy od początku... to był dla mnie wyjątkowo ciężki sezon pełen wyzwań, mniejszych lub większych problemów i przełamywania barier... ale jednocześnie pełen sz333ęścia, niesamowitych przygód i uśmiechu. Z jednej strony było trudno, ale z drugiej to właśnie dlatego sukces smakował tak dobrze!



Startowanie w dwóch tak różniących się dyscyplinach, na dwóch zupełnie innych motocyklach nie mogło być proste... ale przecież ja na co dzień nosze dwa różne buty... więc skoro nie potrafiłam wybrać pomiędzy enduro, a pit bike supermoto - znowu wybrałam obie opcje jednocześnie... i nie żałuje! Nie raz poziom adrenaliny strzelił mi do maksimum, kiedy za zakrętem wyrosła mi nagle przeszkoda do przejechania... kiedy zawodnik jadący przede mną wydzwonił, a ja musiałam ominąć go w ułamek sekundy... kiedy walczyłam kask w kask do ostatnich milimetrów toru... kiedy już nie mogłam, ale przecież nie mogłam się poddać...! Nie raz się popłakałam... raz ze sz333ęścia, raz z w....zruszenia i smutku, nie raz powiedziałam sobie pod kaskiem te popularne w Polsce słowo na K... , no ale K... ja się nie poddam!

Lubię kiedy dużo się dzieje, więc między startami w zawodach, treningami w ciężkim terenie, próbami urwania setnych sekund na asfalcie, długimi treningami kondycyjnymi, siłownią i pracą... znalazłam jeszcze trochę czasu by jako dziennikarka wyskoczyć i udokumentować testy wszystkich nowych modeli Husqvarny 2020 w ciężkim finlandzkimi terenie. Będąc gościem teamu KTM factory Racing... sprawdziłam jak wygląda wyścig motoGP od podszewki... a raczej od cylindra. Wystąpiłam w programie „Przyślij Przepis” na Food Network, gdzie pokazałam Wam jak moje szalone życie łącze z pasją do gotowania... i głaskałam kozy :) Pojechać na zlot speed ladies, gdzie spotkało się ponad 100 motocyklistek. Spontanicznie wystartowałam też z moją ekipą Roszak Racing w długodystansowych Mistrzostwach Europy "EST" ,gdzie nasz pierwszy motocykl (Michał Budziaszek, Sebastian Stach i Mariusz Juszczak) wywalczył złoto, natomiast ja razem z Adrianem Zielińskim i Maćkiem Śmieszchalskim "wygraliśmy z przeznaczeniem", reanimując nasz motocykl po wypadku (2,5h przed końcem wyścigu), co każdy zjazd na zmianę zawodnika szły w ruch : szara taśma + trytytki + wyobraźnia... i motocykl nadawał się do jazdy... choć zdarzało mu się nagle samemu dodać gazu, albo przygasnąć w najmniej oczekiwanym momencie jechaliśmy dalej... meldując się na mecie jako 4 zespół w stawce! Zapomniałabym dodać, że ten wyścig był moim pierwszym dłuższym kontaktem z superpitem... lubię się tak czasami rzucić na głęboką wodę :)  

...a to była dopiero rozgrzewka! Pod koniec sezonu musiałam wybrać pomiędzy finałem Pucharu Pit Bike SM i Motul Ameryka Tour, które niestety zeszły się terminami. Pisałam Wam wyżej o tym, że 333asami nie umiem się zdecydować na jedno, prawda? Tak było i tym razem... jestem typową babą, która nie może się zdecydować :) Więc wymyśliłam szalony plan...

Zaraz przed końcem sezonu wyleciałam razem z 3 zwycięzcami konkursu, ekipą motul i scigacz.pl do USA gdzie pokonaliśmy wspólnie ok 1600km na ciężkich i zupełnie nowych dla mnie motocyklach, Harley Davidson Law Rider, które ku mojemu zdziwieniu przypadły mi bardzo do gustu. Zwiedziliśmy Nowy (i dziki) Meksyk, piękną Arizonę, magiczne Utah i kolorowe Kolorado, pokonując codziennie po kilkaset kilometrów w różnych, zapierających dech w piersiach warunkach... raz po niekończącej się prostej gdzieś na pustyni, innego dnia w górach po krętych drogach gdzieś nad przepaścią w którą było lepiej nie patrzeć... zaliczyliśmy wschód słońca w kanionie i jazdę na sandboardzie po wydmach, spróbowaliśmy pysznych amerykańskich przysmaków... każde danie w USA miało chyba więcej kalorii od mojego dziennego zapotrzebowania, ale było tak dobre, że nie miało to wtedy dla mnie żadnego znaczenia! Niestety wszystko co dobre, kiedyś musi się skończyć, nadszedł dzień w którym musiałam powiedzieć „Żegnaj Ameryko, jak tu jeszcze wrócę, ale teraz mam coś ważnego do zrobienia”. Pożegnałam się z moją cudowną ekipą Motul Ameryka Tour, przejechałam samotnie 400km w deszczu, oddałam motocykl do wypożyczalni, dostałam się na lotnisko w Albuquerque, wsiadłam w samolot do Chicago, następnie poleciałam do Warszawy... gdzie wylądowałam w sobotę. Na lotnisku czekała na mnie już moja kochana rodzina, która zawiozła mnie do Zielonej Góry, dotarliśmy na miejsce ok 23:33... Spędziłam ok 40 godzin w samotnej podróży (no prawie, bo co chwile trafiałam na pozytywnych i uśmiechniętych ludzi)... a wszystko to, bo następnego dnia rano musiałam wstać i wystartować w zawodach na moim YCF F150sm! W ten właśnie sposób zjadłam (pyszne amerykańskie) ciastko i nadal miałam ciastko.... i tytuł vice mistrzyni Polski Pit Bike SM, , bo tego dnia dwa razy stanęłam na drugim stopniu podium!
Żeby tego było  mało, nie miałam czasu by odpocząć, bo w następny weekend znów musiałam powalczyć, tym razem w enduro i tym razem znów wywalczyłam tytuł vice mistrzyni Polski jadąc w barwach Adventure Team na mojej Husqvarnie TX 125!

To był dobry sezon, ciężki ale baaardzo dobry! Jestem ogromnie wdzięczna, że mam takie wsparcie, ze strony mojej wspaniałej rodziny, przyjaciół, wszystkich którzy 333maja za mnie kciuki oraz firmom dzięki którym mogę się rozwijać. Dziękuje, bez Was nie było by mnie tutaj!

Dominika 333 Orlik

Więcej w tej kategorii: « Mój pierwszy raz … Na torze!

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies . Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych (RODO). Więcej o samym RODO dowiesz się tutaj.